PL | EN | HE
  • Facebook

Mapa kibucu

 mapa

Do kibucu dojeżdżało się ulicą Grochowską – dla wielu młodych ludzi była to droga prowadząca prosto do Syjonu, droga do nowego życia.

 

By dotrzeć do kibucu, należało wysiąść z tramwaju nr 24 na przedostatnim przystanku, wśród łąk i pól. Zew Sztulcer, który przyjechał tu w 1927 roku, wspominał:

 

Wysiadłem na przedostatnim przystanku, tramwaj pojechał dalej w swoją stronę, (…) zostałem sam na szynach, (…) po lewej zielone łąki pokryte liśćmi i przejście przez ulicę, kilka pochylonych drewnianych domów.

 

W pierwszych latach działalności kibucu na jego terenie znajdowały się tylko drewniane budynki oraz stajnia. Chanach Wajsbrot, który zamieszkał tu w 1922 roku, wspominał:

 

Przybyłem na Grochów po Pesach 1922. Była tam jedynie chałupa z drewna, w której mieściły się stołówka, kuchnia oraz trzy-cztery sypialnie.

 

Większość osób żyła w domach wynajmowanych na terenie Grochowa. Pionierzy wspominają starego Żyda Abrahama, który mieszkał w okolicy oraz prowadził niewielki sklep i wynajmował pokoje chalucom.

 

W 1925 roku wybudowano ceglany budynek gospodarczy; mieściły się w nim stajnia, obora oraz niewielkie mieszkanie, w którym mieszkał agronom. Sytuacja mieszkaniowa na Grochowie była jednak nadal trudna. We wrześniu 1925 roku organizacja wydała w tej sprawie odezwę do różnych organizacji żydowskich:

 

Sprawa mieszkania na Grochowie przedstawia się fatalnie, ściany wynajmowanego mieszkania są wilgotne i grożą zawaleniem. Dach jest zepsuty i deszcz przecieka, tak że kilku członków zachorowało na reumatyzm. Poza tym wydano rozporządzenie władzy administracyjnej, aby ten dom rozebrać, wobec tego naszym członkom grozi pozostanie bez dachu nad głową. Wszystko to zmusza nas do podjęcia akcji w celu wybudowania domu na Grochowie. 

 

Na skutek odezwy zorganizowano zbiórkę funduszy. Największym darczyńcą okazał się Henryk Doktorowicz – to dzięki jego dotacji w maju 1928 roku rozpoczęto budowę nowej siedziby kibucu Grochów. Ówczesne gazety donosiły:

 

29 maja 1928 roku o czwartej po południu na placu, gdzie stanąć miał budynek, zebrało się kilkaset zaproszonych osób. Między innymi przybyli przedstawiciele Ministerstwa Wyznań i Oświaty Publicznej, Ministerstwa Rolnictwa, organizacji syjonistycznych, Keren Kajemet, gminy żydowskiej i wielu innych instytucji społecznych.

 

Uroczystość uświetniły mowy sekretarza wszechświatowej organizacji He-Chaluc, przedstawicieli ministerstw, posła Grynbauma, a także dr Feldman przemawiającej w imieniu Związku Kobiet. Najlepiej zapamiętano jednak przemówienie Doktorowicza – żydowskiego filantropa i sponsora nowego budynku. Uroczystość zakończyła się wmurowaniem tekstu aktu fundacyjnego.  

 

Biały budynek wykończono w 1931 roku. Pionierzy, którzy przenieśli się do niego, mieli wrażenie, że mieszkają w pałacu. Wraz z przenosinami oddzielono wyraźnie obszar mieszkalny od gospodarczego – centrum kibucu znalazło się na Witolińskiej 43, a pomieszczenia gospodarcze pozostały między polami, bliżej ulicy Grochowskiej.

 

Meir Ben Mordechaj szczegółowo wspominał wygląd białego budynku:

 

Jak myślę o Grochowie, to widzę przed oczami trzypiętrowy budynek. Wejście od prawej strony, długa sypialnia, którą nazywaliśmy pokojem inteligentów, naprzeciw stołówka, a zaraz obok świetlica. Parę stopni poniżej wielka kuchnia; przez małe okienko wydawano jedzenie. Między piętrem pierwszym a drugim były łaźnie. Na drugim piętrze znajdowały się dwie sypialnie, jedną z nich nazywano pokojem obrony. Między dwoma sypialniami umieszczono pokój sanitarny (leczniczy). Na trzecim piętrze pokój dla chorych, sekretariat i – wydaje mi się – jeszcze jednak niewielka sypialnia dla dziewcząt; na podwórku były toalety, magazyn, duża stolarnia i piekarnia. 

 

Sytuacja mieszkaniowa kibucników poprawiła się znacznie, ale ja się okazało – tylko na krótko. Część budynków gospodarczych wynajęto – w ten sposób uzyskano dodatkowe fundusze na działalność kibucu. Jednym z wynajmujących był Żyd Klein – w drewnianej szopie ustawił maszynę do produkcji mat z trzciny wodnej, przywożonej do kibucu z zewnątrz. Kibucników zatrudniano do tej pracy – była to jedna z tzw. prac zewnętrznych kibucu.

 

Już w latach trzydziestych wraz ze zwiększeniem się liczby członków warunki mieszkaniowe zaczęły się pogarszać. Biały budynek nie był w stanie pomieścić wszystkich chaluców. Sypialnie okazały się zbyt małe, dlatego też wprowadzono zasadę, że jedno łóżko przypadało na dwie lub trzy osoby. Gerszon Gal i Arie Fialkow, którzy z ramienia organizacji He-Chaluc mieszkali na Grochowie i w latach trzydziestych dzielili jedno łóżko, wspominali:

 

Warunki spania były oczywiście takie same jak wszystkich członków kibucu. Do naszej dyspozycji dostaliśmy jedno łóżko (o szerokości 120 centymetrów) tak jak wszyscy inni członkowie kibucu, którzy spali po dwóch albo trzech w jednym łóżku. A jeśli zdarzało się czasami, że któryś z nas wyjeżdżał, odwiedzał centra chalucowe w innych częściach kraju albo jeździł na konferencje – jego miejsce w łóżku nigdy nie zostawało puste. Zawsze znalazł się ktoś, kto potrzebował noclegu. A jeśli ten potrzebujący był wysłannikiem organizacji z prowincji, który przyjechał załatwiać sprawy w centrali i z jakiegoś tam powodu został na noc, oczywiście, że należało go przenocować we wspólnym łóżku organizacyjnym.

 

Mimo ciasnoty i problemów mieszkaniowych wszyscy byli członkowie Grochowa podkreślali, że kibuc był miejscem wyjątkowym. Panowała tam niepowtarzalna atmosfera, po latach wspominano rodzinny nastrój oraz bliskie relacje między mieszkańcami. Rywka Harel (Borowik) opisywała:

 

Grochowa nie można porównać do żadnego innego kibucu przygotowującego do wyjazdu. Uważaliśmy się za wyjątkowych. (…) Grochów był romantycznym, cichym zakątkiem. Bardzo angażowaliśmy się w prace rolnicze. Pracowaliśmy dużo, aż do nocy, i tańczyliśmy, i śpiewaliśmy oczywiście izraelskie piosenki. Byliśmy jedną wielką rodziną rolniczą i wszystko w naszej rodzinie skoncentrowane było wokół gospodarstwa.

 

Podobnie Grochów zapamiętał także Szlomo Minc:

 

Grochów charakteryzował się większą otwartością niż inne kibuce w tym czasie. Na Grochowie wszyscy pracowali na miejscu, nie było zewnętrznych oddziałów. Grochów pozostał – jeśli chodzi o kontakty międzyludzkie – bardziej intymny. Większość członków kibucu znała hebrajski. 

 

O wyjątkowości miejsca świadczy także fakt, że już po wojnie wielu byłych członków kibucu, którzy odwiedzali Warszawę, zajeżdżało na Grochów i z żalem wspominało, że po ich dawnym domu nie zachował się żaden ślad.

Kliknięcie w baner „Mapa” spowoduje otwarcie w nowym oknie przeglądarki interkatywnej mapy kibucu (odtworzonej na podstawie zdjęć archiwalnych i lotniczych oraz wspomnień byłych kibucników), nałożonej na współczesną mapę Google Maps.

Kliknięcie w baner „Mapa” spowoduje otwarcie w nowym oknie przeglądarki interkatywnej mapy kibucu (odtworzonej na podstawie zdjęć archiwalnych i lotniczych oraz wspomnień byłych kibucników), nałożonej na współczesną mapę Google Maps.